Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Odyseja". Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "Odyseja". Pokaż wszystkie posty

środa, 2 lipca 2014

"Odyseja" Pieśni IX-XII, czyli opowieści o przygodach

W ramach retrospektywnych pieśni IX-XII Odyseusz opowiada Feakom swoje burzliwe przygody, począwszy od zwycięstwa pod Troją aż po uwięzienie na wyspie Kalypso.
Żeglując od wyspy do wyspy, dzielny Odys wraz ze swoją załogą mierzą się z ciągle nowymi wyzwaniami. Każda kolejna "przygoda" wiąże się jednak niestety ze stratami w ludziach - tak, iż na końcu Odyseusz, jako jedyny ocalały, dryfuje po morzu na kilku deskach pozostałych po jego okręcie...

Nie sposób tu jednak nie zauważyć, że zazwyczaj albo Odys, albo też jego towarzysze, sami pakują się w tarapaty, kuszą los, powodowani raz żądzą przygód, to znów chciwością, zazdrością czy innymi, raczej niskimi, pobudkami. Bardzo znamienna jest pod tym względem jedna z pierwszych przygód - z udziałem Cyklopa (Polifema).
Otóż, znając złą sławę Cyklopów, Odyseusz, z czystej ciekawości i na swoją zgubę, wprowadza swoich towarzyszy do jaskini jednego z nich. Potwór zamyka ich oczywiście w pułapce, po czym jednego po drugim - zjada. W tym momencie Odyseusz popisuje się przebiegłością, sprytnie zagaduje olbrzyma, przezornie ukrywając swe imię, potem poi go winem, a następnie - oślepia. Kolejnym jego przebiegłym pomysłem jest ucieczka z jaskini - wraz z owcami, które Cyklop wypuszcza na popas. Kiedy jednak okręt Odysa odbija od brzegu, a wściekły olbrzym rzuca w niego na oślep kamieniami, główny nasz bohater zapomina o przezorności, szydzi z potwora i zdradza mu swoje imię, czym sprowadza klątwę na siebie i swoich towarzyszy.
Jest więc Odyseusz człowiekiem z krwi i kości, pełnym cnót, ale też niewolnym od fatalnych przywar. Nierzadko, działając w afekcie, popełnia czyny, których musi później żałować. Często też, aby osiągnąć nawet szczytny cel, ucieka się do różnych nieuczciwych posunięć, jak chociażby (notorycznie!) - do kłamstwa...

Odysseus by Jacob Jordaens

W tej części lektury uwagę moją zwrócił w szczególności wątek przeznaczenia. Kiedy Odys wyjawia Cyklopowi swoje imię, ten od razu przypomina sobie, iż zostało mu to już przepowiedziane, że "jakiś tam Odysej oślepi go zdradnie". Podobnie Kirka, złowroga bohaterka pieśni X, rozpoznaje w Odysie tego, którego przybycie było jej wcześniej zwiastowane. Tułaczka Odysa, mimo iż z pozoru chaotyczna, wpisana jest zatem w jakiś szerszy plan, który nieodwołalnie musi się ziścić. Odyseusz, świadomy praw, które rządzą światem, sam również ciekaw jest swojej przyszłości, chce wiedzieć, czy jego wędrówka ma sens, udaje się więc do Krainy Zmarłych, aby pomówić z wieszczem Tejresjaszem. I ten oczywiście przepowiada mu przyszłość. Pozostawia w niej co prawda pewien margines niepewności, w jednej kwestii dopuszcza nawet dwa możliwe scenariusze wydarzeń, ale z wcześniejszej klątwy Cyklopa i tak od razu można wywnioskować, który z nich się spełni. Jest więc los człowieka poddany prawom bezlitosnego przeznaczenia, przeciw któremu sprzeciwić się nie sposób.

Kraina Zmarłych to, swoją drogą, miejsce ponure. Duchy tych, którzy odeszli, błąkają się pogrążone w ciemności, rozpamiętują szczęśliwe czasy życia, płaczą nad swoim losem. Spotkawszy Odysa, łapczywie spijają krew ofiarną, po czym wypytują go o swoich krewnych, bliskich - nic bowiem nie wiedzą o ich dalszych losach. Sami niczego już nie oczekują, niczego się nie mogą spodziewać, a niektórzy odbywają jeszcze do tego wieczne kary (jak np. Syzyf czy Tantal).
To właśnie w tym miejscu Odyseusz chce zakończyć swą opowieść, jednak w pieśni XII Alkinoj namawia go, aby kontynuował, a w szczególności - aby opowiedział jeszcze coś więcej właśnie o losach zmarłych. Czy to nie znamienne? Od wieków zawsze tak samo marzymy, aby za życia dowiedzieć się, czy i co czeka nas po śmierci...

Zastanawiam się, jak Grecy (przynajmniej ci "homerowi") oceniali swoje życie, z jednej strony poddane prawom fatum, z drugiej - zwieńczone ponurym przejściem do Krainy Zmarłych. Czy taka perspektywa nie napawała ich pesymizmem, poczuciem beznadziei? Sądząc po opisywanych w "Odysei" ucztach i zabawach, jakie sobie urządzali, trudno by to podejrzewać.
A może poczucie, że na nic nie ma się większego wpływu, a życie i tak kończy się nieuchronnie i niewesoło, dawało im dystans niezbędny do delektowania się każdą chwilą, radowania się danym sobie czasem. Ciekawe, jak to tak naprawdę wyglądało...
Ciekawe też, że to właśnie na tym gruncie wyrosły umysły tak otwarte i światłe, iż na zawsze wpisały się (wielkimi literami) do historii filozofii (żeby nie powiedzieć - dały podwaliny naszej, europejskiej kulturze)...

Na koniec nie mogę nie wspomnieć (i nie zilustrować) słynnej przygody z pieśni XII - z syrenami. Uprzedzony przez Kirkę, Odys wiedział, że kto usłyszy syreni śpiew, ten nie powróci już, o własnych siłach, do życia. Kazał więc swym towarzyszom wypełnić uszy woskiem, sam zaś przywiązał się do masztu - pragnął bowiem usłyszeć niezwykły, uwodzicielski syreni śpiew. Usłyszawszy go, chciał oczywiście uwolnić się z pęt, ale uprzedzeni o tym jego podwładni przywiązali go wówczas jeszcze mocniej. W ten sposób nie tylko udało mu się przeprawić cało i statek i załogę przez tę "pułapkę", ale jeszcze zakosztować słodkiej, zakazanej tajemnicy...

niedziela, 6 kwietnia 2014

"Odyseja" Pieśni V-VIII, czyli Odyseusz u Feaków

Piątą pieśń "Odysei" ponownie otwiera scena posiedzenia bogów na Olimpie. Atena ponawia swoją prośbę o uwolnienie Odysa, a Zeus znowu przychyla się do tej prośby i wysyła Hermesa na wyspę Kalypso z odpowiednim rozkazem. Podobno eksperci dyskutują, skąd to dziwne powtórzenie (niemal identycznie zaczynała się pieśń I). Istnieje podejrzenie, że Homer chciał w ten sposób opisać równoczesność zdarzeń z czterech pierwszych pieśni oraz tych, które stanowią treść kolejnych części utworu. Przeczą temu jednak słowa Ateny, która w rozmowie z Zeusem wspomina o wydarzeniach opisanych w poprzednich rozdziałach. Niektórzy sugerują, że cztery pierwsze pieśni nie należały "pierwotnie" do dzieła. Może i tak... Niemniej "tym razem" decyzją bogów Kalypso zmuszona jest uwolnić swojego więźnia.
Bogini nie pozostawia go jednak z pustymi rękami - nakazuje mu wybudować sobie piękną łódź, daje mu suknie, zapasy żywności, w końcu - przychylny, ciepły wiatr - tak, aby mógł bezpiecznie dostać się na wyspę Feaków, gdzie czeka go przeznaczenie. Na uwagę zasługuje, że Kalypso, rozgoryczona decyzją bogów, potrafi jednak dochować wierności swojej miłości i mimo że kochanek chętnie ją opuszcza, ona nie dąsa się, nie mści, lecz pomaga mu, jak może. Bywa więc i tak wśród bogów ;)

Odyseusz żegluje po morzu bez wytchnienia, przez 17 dni i nocy, po czym spotyka na swojej drodze Posejdona, czy też raczej to Posejdon dostrzega go, kiedy sam wraca od Etyjopów (do których wybrał się jeszcze na początku "Odysei"). Posejdon oczywiście, zorientowawszy się, że pod jego nieobecność wykroczono przeciw jego decyzjom, święcie się oburza i zsyła na Odyseusza potężny sztorm, w którym ten postradałby życie, gdyby nie pomoc boginki morskiej - Ino. Tym samym człowiek jawi się w homerowym dziele jako kukiełka w rękach bogów, którzy, targani zupełnie przyziemnymi namiętnościami, ingerują w życie ludzi w całkiem nieoczekiwanych momentach, bez żadnej reguły.
Dzięki podarowanej przez Ino, magicznej przepasce, Odyseusz płynie wpław nieprzerwanie jeszcze przez kolejne dwa dni i w końcu, dnia trzeciego, wycieńczony, dociera do brzegów wyspy Feaków. Ujrzawszy w oddali rzekę, przy której mógłby bezpiecznie wydostać się na ląd, kieruje do opiekującego się nią boga interesujące słowa modlitwy: "Ktokolwiek jesteś, panie, błagam, niech cię wzruszy // Dola moja! Posejdon topi mię zawzięty! // Przecież i wobec bogów człek taki jest święty, // Co błaga o ratunek w ostatniej potrzebie - // Ja się do rzeki twojej tulę i do ciebie."

Dalsze losy Odyseusza bierze w swoje ręce Atena, konsekwentnie mu przychylna. Kiedy Odys odsypia trudy morskiej podróży schowany w zaroślach przy brzegu rzeki, Atena sprowadza w tę okolicę Nausykę, piękną córkę Alkinoja (władcy Feaków) w towarzystwie swoich służek. Obudzony śmiechem bawiących się nieopodal dziewcząt, Odys decyduje się wyjść im na spotkanie. Na jego widok młode kobiety rozpierzchają się przestraszone, jednak Nauska pozostaje nieporuszona. Odys kieruje do niej wówczas pamiętne słowa: "Błagam cię, czyś jest bóstwem, czy panną śmiertelną! // Jeśliś jedną z tych bogiń w niebiesiech udzielną, // Tedy zdasz mi się córą wielkiego Kroniona, // Z Artemidy kibicią i wzrostem jak ona; // A jeśliś jest śmiertelną mieszkanką padołu, // Błogosławiony ojciec z twą matką pospołu, // Błogosławieni bracia!"

[Charles Gleyre: "Odyseusz i Nausyka"]

Nausyka nakazuje swym służącym umyć Odysa, przyodziać, nakarmić, a następnie pomaga mu dostać się do miasta i udziela wskazówek, kiedy i w jaki sposób powinien on stawić się przed obliczem jej ojca, aby zrobić dobre wrażenie i uzyskać pomoc. Ostatecznie do samego zamku Alkinoja prowadzi Odysa Atena we własnej osobie, czy też raczej nie do końca "we własnej", bo ukazuje mu się ona pod postacią małej dziewczynki (w której Odys Ateny się nie domyśla). Nie ukrywam, że w tym momencie lektury przyszła mi do głowy bardzo chrześcijańska refleksja. Otóż bogowie homeryccy wielokrotnie przybierają postać zwykłych ludzi i pod tą postacią ingerują w życie swych "podopiecznych". Tym samym człowiek nigdy nie może być pewien, czy ma do czynienia z innym człowiekiem, czy też z bóstwem. I chociaż zarówno rola bóstwa, jego moc, jak i intencje są zupełnie inne, to i tak nasuwa mi się w tym miejscu skojarzenie ze słowami: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili". Rzecz w tym, by umieć domniemać o bożej obecności w każdym człowieku, którego los nam zsyła...

Alkinoj przyjmuje Odysa ze wszystkimi honorami. Obdarowuje go hojnie różnymi cennymi podarkami, oddaje mu też do dyspozycji łódź z załogą, by mógł bezpiecznie dotrzeć do domu. Wcześniej zaprasza go jeszcze na lokalne igrzyska, w trakcie których Odyseusz, chociaż wbrew sobie, ma okazję popisać się swoją siłą i zręcznością. Podczas wspólnego ucztowania, gości Alknoja śpiewem zabawia niewidomy bard, Demodok (w którym można doszukiwać się zakamuflowanej postaci Homera). Pośród jego pieśni znajdują się i takie, w których opiewa on męstwo i spryt mężów spod Troi, na co Odys reaguje wzruszeniem (z  opisu wynika, że dość teatralnym, ale widocznym jedynie dla Alkinoja ;)).

Slika:Francesco Hayez 028.jpg
Demodok śpiewa o Troi, Odys łka, Alkinoj przygląda się zaintrygowany...
[Francesco Hayez: "Odyseusz na dworze Alkinoja"]

Alkinoj domaga się w związku w tym wyjaśnień - kim właściwie jest jego zacny gość? jakie doświadczenia wiążą jego losy z wojną trojańską? I tą prośbą Alkinoja kończy się ósma pieśń "Odysei"...

Na deser fragmenty uniwersalne - w tak odległym miejscu i czasie sformułowane, a zupełnie adekwatne tu i teraz:
"Skarb to najcenniejszy w świecie, // Gdy małżonka z małżonką zgodna miłość splecie, // Duch jeden włada domem; wróg na to się krzywi, // Cieszą druhy! A oni nad wszystkich szczęśliwi!"

" .. niech się tam rozlicza // Z wyrokami przeznaczeń, jakie tajemnicza // Nić mu snuje przez twarde prządki uprzędziona, // Kiedy na świat dziecięciem wyszedł z matki łona."

sobota, 8 lutego 2014

"Odyseja" Pieśni I-IV, czyli Telemachia

Bierzemy pod lupę "Odyseję"!

Czytam egzemplarz, który dostałam kiedyś w prezencie - tłumaczenie Lucjana Siemieńskiego (tak, tak, słyszałam, że nie może się ono równać z tłumaczeniem Parandowskiego, ale trudno - takim właśnie dysponuję).
Ten epos również chcę opisywać dość detalicznie, liczę bowiem, że notatki te pomogą mi później zmierzyć się z "Ulissesem" Joyce'a.

Przy tej lekturze zasadniczej sięgam jeszcze po dwie "pomocnicze" - "Mitologię" Parandowskiego oraz, niedawno wydaną i wyśmienitą, "Moją pierwszą mitologię" Katarzyny Marciniak. Ta ostatnia zachwyciła mnie od pierwszych słów, gdy zajrzałam do niej w księgarni, i już nie mogłam się jej później oprzeć.

"Odyseja" składa się z dwudziestu czterech pieśni, pogrupowanych w sześć części, po cztery pieśni w każdej. Cztery pierwsze pieśni poświęcone są w głównej mierze Telemachowi, synowi Odyseusza, który, natchniony przez bogów, wyrusza na poszukiwania zaginionego przed laty ojca.

W pierwszej pieśni, która zaczyna się inwokacją kierowaną do Muzy, czytelnik szybko dowiaduje się o Odysie, że więziony on jest na skalistej wyspie przez piękną Kalypso i że umiera tam z tęsknoty za ojczystą Itaką i swoimi najbliższymi (co stanowi okrutną karę wymierzoną przeciw niemu przez Posejdona). Tymczasem w jego domu tłum zalotników trwoni jego mienie, urządza nieobyczajne przyjęcia pod jego dachem, czemu bezradni przyglądają się - jego żona, Penelopa oraz, zdruzgotany, Telemach.

Mężny i bohaterski Odys jest bliski sercom bogów, którzy na swoim zgromadzeniu, korzystając z chwilowej nieobecności Posejdona (ludzcy w tym aż do bólu!), postanawiają uwolnić go i pozwolić na szczęśliwy powrót do domu. Najbardziej w jego sprawy zaangażowana jest Atena, która przybrawszy postać "Mentora", wkrótce składa wizytę Telemachowi, by "w synu ducha poostrzyć, rozbudzić w nim ogień męstwa". Zainspirowany rozmową z tajemniczym swym gościem, Telemach, po nieudanych próbach rozpędzenia natrętnych zalotników, wyrusza w tajemnicy w podróż, której celem jest dowiedzieć się o losach ojca.

Jest w tym planie coś dziwnego - skoro bogowie są w mocy uwolnić Odysa i zapewnić mu powrót do domu, czemu więc jednocześnie prowokują Telemacha do tej dziwnej wyprawy? Telemach musi przecież zostawić w domu samotną i bezbronną Penelopę, a także cały dobytek, który bez jego pieczy z pewnością do szczętu rozgrabią chciwi zalotnicy. Ponadto podróż jego wiąże się z oczywistym ryzykiem - nie wiadomo przecież, czy uda mu się powrócić, albo czy np. nie minie się z Odyseuszem? Trudno więc nie mieć wrażenia, że wyprawa ta stanowi cel sam w sobie. Telemach nie może po prostu pozostać bezczynny wobec hańby, jaka spadła na jego rodzinę, musi działać. Jednocześnie wydaje się, że jest jeszcze za młody, aby samodzielnie poradzić sobie z nękającymi jego dom intruzami. Wyruszając w podróż na poszukiwania ojca, którego heroiczny mit towarzyszył mu przez całe życie, Telemach wydaje się zmierzać ku własnej dojrzałości, poszukiwać swojej dorosłej tożsamości...
Przychodzi mi też do głowy nieco inna interpretacja - wyprawa Telemacha mogłaby ilustrować próbę poznania rodzica, kiedy osiąga się wiek dorosły. Dopiero bowiem w wieku dojrzałym człowiek ma szansę wyjść z roli dziecka i zobaczyć w swym rodzicu "zdemitologizowanego", podobnego sobie, człowieka. Okoliczność ta może być druzgocząca, ale może też otwierać drogę do zupełnie nowej, dojrzałej relacji. W tym celu trzeba jednak udać się w swojego rodzaju podróż - podróż Telemacha...

File:Telemachus and Mentor1.JPG
Telemach z Mentorem
W podróży towarzyszy Telemachowi Atena, pod postacią, jak wspomniano, Mentora. Telemach domyśla się bóstwa w swoim towarzyszu, niekiedy wydaje się wręcz identyfikować w nim Pallas, to znów innym razem powątpiewa, czy bogowie mają dla niego jakiekolwiek zainteresowanie. Tym samym wyraża się w jego postawie odwieczna wątpliwość człowieka - czy bóg/Bóg istnieje? Czy czuwa nade mną? Czy też jestem całkiem sam?

W pieśni trzeciej Telemach z Mentorem docierają do Pylos, gdzie korzystają z gościny Nestora (króla Pylos, najstarszego wodza wojny trojańskiej, który wrócił szczęśliwie do domu). Nestor opowiada im dalsze losy przywódców spod Troi, swych kompanów. Pośród jego opowieści znajduje się m.in. wielokrotnie w "Odysei" przytaczana historia Ajgista, który pod nieobecność Agamemnona uwiódł jego żonę, Klytajmestrę, a po jego powrocie z Troi uśmiercił go podstępnie. Później z kolei Ajgist sam został w odwecie zamordowany przez Oresta, syna Agamemnona.
Opowieść ta ma, zdaje się, kontrastować z historią Odyseusza, Penelopy i Telemacha...
O nieszczęsnym Odysie Nestor wie jednak niewiele, dlatego odsyła swojego gościa (w asyście własnego syna) do Sparty, gdzie mieszka  lepiej poinformowany Menelaos (brat Agamemnona, mąż pięknej Heleny).
Menelaj (w pieśni IV) przyjmuje Telemacha równie gościnnie jak Nestor (gościnność grecka zachwyca!, nakazuje ona między innymi najpierw zaprosić nieznajomego do domu, nakarmić go, napoić, a dopiero potem pytać go, kim jest i po co przyjechał). Rozpoznaje też mędrzec w swoim gościu Odysowego syna i ma dla niego pocieszające wiadomości, gdyż w czasie swojej długiej i burzliwej podróży do domu dowiedział się, że Odyseusz więziony jest przez Kalypso na samotnej wyspie - a więc żyje, w co od dawna powątpiewali Penelopa i jej syn.

Tymczasem w Itace zalotnicy Penelopy odkrywają ze zdumieniem, że Telemach wyprawił się do Pylos i postanawiają zasadzić się na niego na morzu i zabić. O planie tym dowiaduje się Penelopa, co przyprawia ją oczywiście o rozpacz, wówczas więc Atena wysyła do niej widmo ślicznej kobiety, która zapewnia ją, że Telemach wyjdzie cało z tej opresji...

Bardzo ciekawie czyta się "Odyseję". Poza opisanymi powyżej wydarzeniami, liczne zawarte w tekście opisy zwyczajów i tradycji Starożytnych Greków pozwalają czytelnikowi przenieść się do tej niezwykłej, egzotycznej rzeczywistości, gdzie z każdej czary wina odlewa się odrobinę dla bogów, po każdej ofierze hucznie się ucztuje i w dobrym tonie jest, by najpiękniejsza z córek gospodarza wykąpała jego co znamienitszych gości. Jest więc lektura Homera wspaniałą przygodą!